ale od początku:
z Bydgoszczy wybraliśmy się dwoma środkami transportu-autem pojechała ekipa szantymaniaków , dwóch Krzyśków, Beata i ja, a pociągiem dojechali Ljukasz i Aśka. podróż do Warszawy przebiegła bez wiekszych przygód, w zwiazku z tym że do Przechyłów jechalismy pierwszy raz to bardzo nam się przydała nawigacja
pierwsze zaskoczenie-miejsce w którym zlokalizowane sa Przechyły! w zyciu bym nie pomyślała że w takim budynku znajduje sie pub żeglarski...
weszlismy do srodka, rozlokowalismy sie na wcześniej zarezerwowanej ławie-i drugie zaskoczenie-Pani z obsługi podeszła do nas i powiedziała ze może nam dosadzą jakies towarzystwo jak bedzie więcej ludzi. co kraj to obyczaj, w bydgoskich pubach takich manewrów nie spotkaliśmy...
po małym szoku zamówiliśmy piwo i czekalismy na Własny Port.
Chłopacy dotarli i koncert zaczął sie bez opóźnień.
to było granie! na 3 sety, piosenka po piosence, własne kawałki Zespołu i tradycyjne utwory. z kawałków WP grane były między innymi jedna z moich ulubionych- My Dark Lady, Kulawy Joe, przepiekna Piosenka z papieru, Monique de red, oraz Piracka Zaduma...
Własny Port zagrał tez sporo bardziej znanych utworów, mi najbardziej zapadły w pamięci te zadedykowane ekipie z Bydgoszczy-Pod Jodłą i Few Days. DZIĘKUJEMY!!!
a myślę że wszystkich na kolana powaliła brawurowo wykonana Rosie O!
uwielbiam jak ją gra Własny Port
trzy sety minęly bardzo szybko i czas było wyjeżdżać
koncert wyjątkowo mi się podobał, zupełnie inaczej Zespół brzmi w nowym miejscu :)
podróż powrotna.... wszystko byłoby ok, gdyby nie portfel lżejszy o 200 zł zapłacone zaraz za Włocławkiem naszej ukochanej policji
na jednej ze stacji benzynowych spotkalismy Chłopaków z Zespołu-śmiechu było co niemiara i ruszylismy dalej. w Bydgoszczy zamledowalismy sie o 5.30.
strasznie sie ciesze z sobotniego wyjazdu, mam nadzieje na powtórki
ps. Makenzen, żałuję że nie dane nam było sie spotkać w Stolicy, mam nadzieje że to nadrobimy
później wrzucę kilka fotek z tej mega udanej imprezy!



